Krótki projekt, skromny efekt, ale musimy podzielić się tym, co było z nim związane.
Mogłybyśmy podsumować nasze działania w kilku słowach – zabawa, wyścig z czasem i integracja. Tak! Niewątpliwie zintegrowałyśmy się w czasie realizacji filmu – godziny spędzone na planowaniu, kręceniu, omawianiu i realizowaniu każdego szczegółu dodały nam pewności, że w grupie siła, że nikt z nas nie ma tego, co mamy wszyscy razem.
Ale zacznijmy od początku…
Nasza grupa składała się z 6 utalentowanych, pięknych i zmotywowanych dziewcząt. Oto one:
Agata - użyczyła mieszkanie do nakręcenia części filmu; zrobiliśmy tam niezły sajgon - z bólem patrzyliśmy na książki poprzewracane na półkach, ubrania porozrzucane po pokoju, wyrwany zawias w szafce i listwę, która w niewiadomy sposób, w niewiadomym momencie postanowiła oderwać się (sama!!) od swojego prawidłowego miejsca. Po skończeniu ujęć posprzątaliśmy wszystko to, co nabałaganiliśmy, a nawet trochę więcej. Agata nam wybaczyła, wielbimy ją całym sercem.
Dominika - fantastyczna, urocza i rzeczowa operatorka kamery. Scenografka. To dzięki niej powstały sceny naszej Pięknej. Użyczyła mieszkanie (w którym tym razem nie narobiliśmy bałaganu) i dzielnie posługiwała się kamerą w celu uwiecznienia poranku Pięknej.
Ewa - zawzięcie i z polotem, poświęcając noce i dni, skleiła film w całość dbając również o oprawę muzyczną projektu. Od początku do końca dzielnie dzierżyła kamerę w dłoni i, pomimo zmęczenia wieczną nauką (i nie tylko), czuwała nad tym, by zaplanowany materiał został nakręcony w całości.
Justyna - fantastyczna aktorka, która przez długi czas broniła się jak mogła, by nie zostać Piękną - główną bohaterką filmu. Po bojach, walkach na miecze i argumenty ustąpiła - nie miała wyjścia. Ale aktorstwo to nie wszystko. Była kolejnym operatorem kamery, dzielnie walczącym z uciekającymi przed naszym okiem statystami.
Ola B. - poganiacz niewolników, terminarz i przypominajka w jednym. Do tego świetnie czująca klimat pokoju Nieogara - to głównie ona sprawiła, że pokój Nieogara był nieogarnięty, a nawet można powiedzieć, że po prostu wyglądał jakby przeszło przez niego tornado.
Ola J. - operator kamery odpowiedzialny za przebitki wydziałowe i nie tylko. Niestrudzenie filmowała korytarze, sale wykładową, windę - czyli to, co na wydziale prawdziwe i po prostu życiowe. Z poświęceniem przedzierała się przez zaspy śniegu zalegającego na chodnikach placu Zbawiciela, by nakręcić naszą codzienną drogę na Mokotowską. Odpowiedzialna za promocję - hasła promujące premierę filmu to jej sprawka.
Jednak projekt nie mógłby istnieć bez Adama, którego nie musiałyśmy długo namawiać, by został gwiazdą naszego filmu. Nasz Nieogar genialnie wczuł się w swoją rolę i miałyśmy wrażenie, że jego każdy poranek wygląda tak, jak to pokazałyśmy na filmie. To dowód na jego ukryte zdolności aktorskie lub po prostu na to, że czuł całą sytuację sercem i miał już w niej spore doświadczenie. Z zaciekawieniem patrzyłyśmy, gdy kręcąc scenę śniadania, objadał się frytkami i popijał je wodą gazowaną. Podziwiałyśmy w jakim tempie jest w stanie podnieść się z łóżka i przygotować do wyjścia. A później znerwicowane kibicowałyśmy mu, gdy wykonywał prozaiczną, męską czynność – naprawiał drzwi od szafki.
Projekt był dużym wyzwaniem i, choć na początku nie miałyśmy pewności, czy podołamy, cieszymy się, że podjęłyśmy to wyzwanie.
Przestało mieć dla nas znaczenie to, że tworząc grupę nie znałyśmy się dobrze – w trakcie zrozumiałyśmy, że możemy na sobie polegać i współpracować mimo napotkanych problemów. A tych było kilka, nawet możemy powiedzieć, że sporo, bo w prawie każdej części projektu coś nie pozwalało nam zrobić tego, co wymarzyłyśmy na początku. Dzielnie stawiłyśmy czoła terminom i czasowi, który nieubłaganie gnał do przodu na łeb, na szyję i przybliżał nas do dnia premiery.
Skupmy się na szczegółach:
Przebitki wydziałowe – schody, które nie są takie, jak myślałyśmy, że są <confused (-.-)’> (tak, wiemy - jesteśmy tu półtora roku, dwie z nas nawet dłużej, ale tak podstawowa część tego budynku objawiła nam się w zupełnie inny sposób. I zadawałyśmy sobie jedno małe, acz zasadnicze pytanie – dlaczego nie zwróciłyśmy uwagi, że to, co zaplanowałyśmy nie trzyma się rzeczywistości?!).
Muzyka – plany sklejenia kilku piosenek w jedną, zrobienia remixu spełzły (tak, czołgały się i nie chciały się podnieść z poziomu podłogi) na niczym – doszłyśmy do wniosku, że każdy zna kogoś (kto zna kogoś, kto ma brata, który zna kogoś, kto jest DJem i to ogarnia), kto nam w tym pomoże, ale ostatecznie zdecydowałyśmy się na proste połączenie dwóch znanych i lubianych kawałków. Do tej pory zastanawiamy się, czy ZAiKS nie wparuje nam do domów i nie zostaniemy aresztowane pod zarzutem kradzieży, żyjemy w ciągłym strachu i podejrzane wydają się wszystkie osoby przyglądające nam się na ulicy, ale czego się nie robi dla dobra ogółu…
Aktorzy – jak już napisałyśmy w charakterystyce grupy, Justyna broniła się rękami i nogami przed byciem Piękną. Nie dlatego, że piękna nie jest, ale dlatego, że bała się o swoją reputację. Adama nie musiałyśmy długo namawiać, ale miał być jeszcze ktoś. Ktoś, kto zgrabnie miał być postacią łączącą Piękną i Nieogara, ktoś, kto miał łagodzić trochę wyolbrzymiony (a może niekoniecznie?) i przerysowany obraz studentów naszego wydziału. Miała to być osoba Animatora z wyboru, animatora, który po zajęciach biegnie działać w przestrzeni społecznej i ożywia smętnych ludzi. Nie wyszło – zapewne z braku czasu, bo kandydata znalazłyśmy. W sumie to kandydatkę. Jej życiowa rola została ograniczona do bycia statystą w przebitce sprzed budynku. Mamy nadzieję, że Martyna nie ma nam tego za złe i nam to wybaczy. Wiemy teraz, że jest chętna do takich działań i, gdy tylko będzie kolejna okazja, wykorzystamy ją (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
To były najważniejsze przeszkody, najtrudniejsze do pokonania, ale które ostatecznie zwalczyłyśmy. W prawdzie ostateczna wersja filmu różniła się od zamierzonej, ale jesteśmy w pełni usatysfakcjonowane z tego, co krąży teraz w sieci J
Mamy nadzieję, że film, który powstał dzięki naszej wytężonej pracy zachęci przyszłych studentów do tłumnego przybycia na Pedagogikę. Może mamy trochę idealistyczne podejście, ale wierzymy że nasz wydział nie będzie już kojarzony tylko z poważnymi nauczycielkami i pracownikami socjalnymi. Naszym celem była promocja, film trafił na YouTube’a, Facebook’a, został wyświetlony na wydziałowej Wigilii i pojawił się na kilku innych,prywatnych stronach, z którymi jesteśmy związane. Z dumą patrzyłyśmy jak goście spotkania świątecznego na sali wykładowej podziwiają nasze dzieło. Mamy nadzieję (ba! jesteśmy pewne), że ten projekt był początkiem naszej wspólnej przygody animacyjnej. Po tym, jak uświadomił nam, że działać to znaczy żyć mamy kolejne wizje animatorskie, chcemy wspólnie ożywić zaspane społeczeństwo i pokazać: ‘YES, WE CAN’!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz